/    /  Październik

- A dynię wzięliście?!?! - wysunęłam głowę z sypialni. Moje zaspane jeszcze oczy trafiły na chmurną dość minę Męża, walczącego w przedpokoju z przedszkolakami. - A wydrążyłaś? - warknął. Tak oto o ósmej rano drążyłam dynię na zajęcia do przedszkola. Z wiórków obłędnie pomarańczowego miąższu trzeba było coś zrobić. No to zrobiłam. Sos z dyni. Mniam.

Zaglądam na ulubione blogi i na chwilę łapie doła. Przecież one wszystkie (blogerki znaczy) mają dzieci, a na zdjęciach wymuskane wnętrza i odprasowane maluchy. I jeszcze takie fajne blogi piszą? Jak to jest możliwe? Dochodzę do wniosku, że jednak niemożliwe. Chyba każda matka choć trochę ma tak jak ja: pada, żeby wstać; wstaje, żeby paść. I ciągle zaczyna od nowa. Albo popada we frustrację.

Kilka lat temu w Zielonej Górze zgwałcono kobietę. Chwilę później media lokalne doniosły o kolejnym napadzie. I jeszcze następnym. Dwa dni później wszyscy byli pewni, że po okolicy grasował seryjny gwałciciel. Wszyscy, poza policją, która oficjalnie, ale i w towarzyskich rozmowach ostrzegała dziennikarzy. 100-tysięczne miasto ogarnęła psychoza. Lokalne media opublikowały portret pamięciowy.

- Sytuacja jest poważniejsza, niż myślałem – lekarz milknie na moment, a ja przeczuwam już, co zaraz usłyszę – nie widzę bicia serca płodu, a z obrazu USG wynika, że jest mniejszy, niż powinien być na tym etapie ciąży. Przykro mi – dodaje z zakłopotaniem.