Jak one to robią? – zastanawiałam się wielokrotnie, myśląc o blogerkach z trojgiem małych dzieci. No jak? Spróbowałam sama i jakoś szło. A potem przestało iść. I już chyba wiem jak. W tym poście będę się trochę żalić, a trochę kajać.

„Asiu, czy FB coś mi źle wyświetla, czy ostatni wpis na twoim blogu jest z 11 kwietnia?” – napisała do mnie kilka dni temu koleżanka, która własny blogowy projekt pokazała światu kilka dni po mnie. Kiedy poskarżyłam się na brak weny i ogólną dezorganizację, skwitowała krótko „też tak mam”. Paradoksalnie, zmotywowała mnie, żeby wejrzeć w siebie. Zerknęłam więc raz ku własnemu wnętrzu i wzdrygnęłam się.

Tam było tak szaro.

Potem zorientowałam się, że od półtora miesiąca nie robię innych ważnych dla mnie rzeczy: nie medytuję, nie ćwiczę, nie piszę i nie uczę się, choć zaczęłam nowe studia.
Nie mogę się zebrać do ćwiczeń.
Nie potrafię sklecić pierwszego zdania, po którym mogłabym napisać jakieś drugie.
Przestałam notować ważne sprawy w planerze i co rusz o czymś zapominam.

Z kolei dziś, okazało się, że zawaliłam bardzo ważną dla mojej rodziny sprawę. Poprowadziłam temat prawie do końca. Z sukcesem. Ale później zapomniałam dopełnić jednej formalności i sukces się rozmył. W jego miejsce powstał duży problem. Zachciało mi się wyć. Musiałam iść i prosić. Zawracać głowę komuś, kto przecież niczemu nie jest winien, a swojej roboty ma huk. I nadal nie wiem, czy sprawę da się odkręcić.

Poczułam się zupełnie bezwartościowa.

Siedziałam u fryzjera i zamiast relaksować się i wymieniać myśli i uśmiechy z tymi cudownymi, serdecznymi dziewczynami, które tam spotykam, zapadałam się w sobie.
Aż pomyślałam: cholera! Przecież to nie jest tak, że jestem całkiem do bani. Tyle potrafię. Tyle robię. Co się dzieje?
Znów więc zajrzałam sobie we flaki i zwoje mózgowe.

Wiecie co zobaczyłam, tam w środku?

Zmęczenie.

Rozchwianie zmienną wiosenną pogodą.

Dezorientację.

I potrzebę zupełnie innego poukładania życia.

Zrezygnowania z pewnych obciążeń, które więcej zabierają niż dają i na których już się wypaliłam.
Podzielenia z mężem odpowiedzialności za zarządzanie rodziną.
Odstawienia od piersi niemowlaka, choć dopiero za miesiąc kończy rok. Bo wypadają mi włosy, łamią się paznokcie, o piątej rano robię mu za smoczek, więc w południe padam na pysk. A on z tej wdzięczności gryzie mnie w sutki często i boleśnie. Podaję mu więc pierś nie z radością, ale ściśniętym z lęku żołądkiem.

Jestem pognieciona. Szara z niewyspania i zatkanych zatok. Przygnieciona niekorzystnym biometem, jak na wzorową meteopatkę przystało.
I nawet brak mi energii, by mieć tego dość.

Chcę znów poczuć radość.

A najbardziej chyba chcę wrócić do Was – Czytelniczek mojego bloga. I do pisania dla Was.

Dlatego, że pisanie nakręca mnie szczęścia. Daje jasność myśli.
I dlatego, że wiadomości i komentarze od Was dawały mi tyle radości, że teraz prawie fizycznie czuję, że mi jej zabrakło. Choć to zaledwie miesiąc.

Może na początek rzadziej i mniej regularnie, ale bardzo bardzo chcę znów widywać się z Wami.

Będziecie?

Też tak czasem macie? Że piórka opadają i sił życiowych brak?


Udało Ci się dobrnąć do końca! Czyli nie było tak źle? Mam nadzieję, że podobał Ci się post, który dla Ciebie napisałam. Jeśli tak, będzie mi miło, jeśli pozostawisz mi kawałek siebie na pamiątkę 🙂

Możesz to zrobić na kilka sposobów:

  • Zostaw, proszę komentarz. Chętnie poznam Twoje myśli po przeczytaniu posta.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki czemu będziesz zawsze wiedzieć, co się u Novelki dzieje.
  • Tekstem możesz podzielić się ze znajomymi. Śmiało, nie krępuj się! Ja się naprawdę nie obrażę 🙂