/  Uncategorized   /  Ty se Icek kozę kup. A moja koza…

Ty se Icek kozę kup. A moja koza…

Znacie ten stary, żydowski dowcip o Icku, któremu rabin kazał kupić kozę, bo ten się skarżył, że w izbie za mało miejsca na całą rodzinę? No to ja ten dowcip właśnie przeżywam. Pojawia się nawet koza. Zacznijmy od tego, że mam…

Pierwszoklasistę na nauce zdalnej!

Pracuję w domu. Zarabiam zdecydowanie nieregularnie. Stabilnym dostarczycielem środków na chlebek żytni i ampułki do dermapena jest K. Czynię, co w mojej mocy, by w nieodległej przyszłości szalę tę przechylić, jednak póki co… Póki co, oczywiste jest, kto zostanie w domu na zdalnej, z chorym dzieckiem itp.

Kiedy więc usłyszałam, że dziecię moje pierworodne, dzionek cały spędzać będzie ze mną, matczyna moja radość była raczej blada.

Pod sufit też jakoś nie podskoczyłam. Co najwyżej wzruszyłam ramionami. No ale może to z troski o sufit było? Nie pamiętam. Wytłumaczenie jednak mi się podoba, więc chyba przy nim pozostanę.

Że też troska o sufit może tak człowiekowi przeszkadzać w pracy!

W tak niesamowicie irytujący sposób!

– Mamo! Mamooo! – słyszę nawoływanie sufitu niepokojąco blisko mnie, czytającej akurat z wielkim zacięciem Kodeks spółek handlowych.
– Czego? – pytam z ogromną uprzejmością i aż sama się dziwię, dlaczego głos mój brzmi, jak szczeknięcie.
– Mam przerwę aż do 11.20. Mogę obejrzeć bajkę?
– Jest 11.10. Masz 10 minut, Raczej nie na bajkę. Poskacz na linie. – staram się nie szczekać.
– Oj mamoo – sufit nie daje za wygraną. – To dużo czasu.
– To rozładuj zmywarkę.
– Oj mamoooo!

I tak na każdej przerwie, a lekcje trwają zaledwie 30 minut.

Bajkę, telefon (po cholerę pyta, skoro i tak wie, że w tej sprawie jestem nieugięta i szanse bliskie zeru są jedynie na skali ujemnej?), coś słodkiego, pobuduj tylko ze mną, wciąż tylko pracujesz, mamoooo. 10 minut jęczenia z 30 minutowymi przerwami. Przez tak krótki czas nawet nie zdążę się oszukać, że sięgam po ustawę z zainteresowaniem. Trochę trwało, ale jakoś się nauczyłam robić wszystko po kawałku. Nie posunę się jednak do niegodnego łgarstwa, jakim byłoby powiedzenie, że „z łatwością”. No i lekcje kończą się dużo wcześniej, pomiędzy zaś wypadają długie okienka.

Jeśli nie pomyślałam o tym, żeby cholerny sufit zdemontować i zanieść do piwnicy, to wyłącznie dlatego, że mieszkam na parterze, a sąsiedzi spadając mogliby mi kwiatki połamać. I nie ma śmiacia – doniczek w domu stoi przeszło 100, a taką monsterę variegata, to już wolałabym osobiście ciachnąć i jeden listek za dwie stówy sprzedać.

Uwaga! Pojawia się koza!

Nie zdążyłam jednak zajść do rabina, czy jakiego sufitowego egzorcysty, bo oto, po kilku tygodniach zdalnej sielanki, a dokładnie w ostatnią niedziel -, z najmniejszego w rodzinie nosa wyleciał glut. Żółto-zielony. Zagrał mi na nosie i powiedział. „Cześć, jestem koza i będę tu mieszkać”. No i odtąd miałam kozę. Bez rabina, bez kupowania, bez mleka. Odtąd więc w czasie zdalnych, krok w krok za mną skakał trzyletni koziołek, a z „Kodeksem spółek handlowych” wymienialiśmy tęskne spojrzenia. Taki był poniedziałek.

Na scenę wpełza żmijka

Wieczorem, żmijka zrobiła trochę za dużo, trochę zbyt rzadkich kupek. We wtorek o 17.00 zadzwoniłam do męża i zapytałam:

– Czy ty żyjesz? – bynajmniej nie z troską, a słowa moje już nawet nie szczekaniem były, a ponurym zgrzytem łańcuchów w więziennym lochu. A może skrzypieniem gilotyny…
– Ja tak, ale właśnie ciebie chciałem o to zapytać. – usłyszałam w słuchawce wyluzowany głos.
– Jesz-cze wszys-cy ży-ją. – wycedziłam – Ale jeśli nie pojawisz się w domu w ciągu kwadransa, sytuacja może się zmienić. Drastycznie.

Wrócił.

I sam zaproponował, że w środę rano zostanie z dziećmi do 11.00, żebym mogła popracować. Żmijka o stolcu znormalizowanym wróciła do przedszkola. Dziś, w piątek, stwierdziwszy brak kozy, zaprowadziliśmy do placówki również Bubula.

W domu mam TYLKO siedmiolatka na zdalnej.

Jak cudownie.

RAJ.

Otworzyłam laptopa.

I zdążyłam nawet opisać te cudne 4 dni.

Zaraz zabieram się za kodeks. Stęskniliśmy się za sobą…

A jak tam u Was? Znaleźliście czas, żeby to przeczytać? Sprzedaliście już kozę, czy dopiero planujecie zakup?

No to powodzenia! 🙂

Wasza

Novelka

fot. tej fajnej kozy -  Freepik

Udało Ci się dobrnąć do końca! Czyli nie było tak źle? Mam nadzieję, że podobał Ci się post, który dla Ciebie napisałam. Jeśli tak, będzie mi miło, jeśli pozostawisz mi kawałek siebie na pamiątkę 🙂

Możesz to zrobić na kilka sposobów:

  • Zostaw, proszę komentarz. Chętnie poznam Twoje myśli po przeczytaniu posta.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki czemu będziesz zawsze wiedzieć, co się u Novelki dzieje.
  • Tekstem możesz podzielić się ze znajomymi. Śmiało, nie krępuj się! Ja się naprawdę nie obrażę 🙂